Sukcesy
i zagrożenia w edukacji domowej (fragment z pracy magisterskiej) |
< >Edukacja domowa,
jak każda inna forma kształcenia i wychowania, ma
zarówno zalety, jak i wady. W tym punkcie zajmiemy się
głównie wątpliwościami nasuwającymi się większości
osób, które nigdy wcześniej nie zetknęły się z tą formą
edukacji, czyli faktycznymi oraz domniemanymi
zagrożeniami, które w praktyce niejednokrotnie okazują
się sukcesami.
Głównym zarzutem stawianym edukacji domowej jest
ograniczona w jej ramach właściwa socjalizacja dziecka.
Dzieci uczone w domu postrzegane są jako osoby, które
nie umieją nawiązać przyjaźni z rówieśnikami i źle
radzą sobie w środowisku społecznym. Zaburzona więc
musi być u nich inteligencja społeczna, a co za tym
idzie, także emocjonalna.
Wyjaśnijmy najpierw, czym jest ta inteligencja, a
następnie spróbujmy odnieść ją do cech i postaw dzieci
edukacji domowej. Inteligencja społeczna zawiera w
sobie cechy wszystkich pozostałych typów inteligencji.
Wiąże się z inteligencją emocjonalną, na którą, oprócz
umiejętności społecznych, składają się zdolność
samokontroli, samokreacji i wglądu we własne emocje.
Najważniejsza w jej rozwoju jest zdolność do empatii
oraz umiejętność dostrzegania cech różnicujących ludzi,
dzięki czemu można „wyczuć” u innych zmiany nastroju,
motywacji, zachowania i intencji. Osoby obdarzone
inteligencją społeczną uczą się przez kontakty
międzyludzkie. Umieją przyjąć konstruktywną krytykę i
odpowiednio zmodyfikować swoje postępowanie czy
poglądy. Jasno i precyzyjnie przedstawiają swoje
potrzeby48 .
Czy wobec powyższego wysoką inteligencję społeczną mogą
osiągnąć także dzieci edukacji domowej? Czy raczej, jak
sugerują teoretycy, skazane są na alienację społeczną,
gdyż mają zbyt mało kontaktów z rówieśnikami?
Dr Raymond S. Moore, autor ponad trzydziestu książek na
temat małych dzieci i rodziny, w opracowanym przez
siebie referacie, wygłoszonym na spotkaniu
Międzynarodowej Akademii Medycyny Zapobiegawczej w Bad
Nauheim w Niemczech w 1976r., stwierdza: „Jedno z
najbardziej zagadkowych i niebezpiecznych kłamstw
dwudziestego wieku głosi, że twoje dzieci powinny być
jak najwcześniej socjalizowane i kształcone. W tym celu
należy posłać je do przedszkola lub też umożliwić im
kontakty z jak największą grupą rówieśników - im
więcej, tym lepiej (…). Tymczasem jest to
doświadczenie, którego większość małych dzieci po
prostu nie potrzebuje”49 . W dalszych wywodach autor
stara się dowieść, że wczesna socjalizacja najczęściej
wywołuje tendencje antyspołeczne, które sprawiają, że
dzieci stają się buntownicze, a nawet neurotyczne, co w
okresie adolescencji wywołuje „prawdziwe spustoszenie”.
Dzieje się tak dlatego – dowodzi Moore – że to, jak
dziecko radzi sobie w kontaktach z innymi, nie zależy
od ilości kontaktów w okresie dzieciństwa, ale od jego
stabilności emocjonalnej, poczucia własnej wartości i
odczuwanego altruizmu. To wszystko budują w dziecku
jedynie ciepli, a przy tym rozsądni, konsekwentni,
odpowiadający na jego potrzeby rodzice.
Przebieg procesów socjalizacyjnych szeroko opisuje
H.Schaffer . Opierając się na różnych koncepcjach
historycznych w kontekście współczesnych badań
wskazuje, że najważniejszą rolę w procesie socjalizacji
pełnią osoby dorosłe, szczególnie jeżeli chodzi o
rozwój procesów poznawczych, które są podejmowane w
interakcji sam na sam. Natomiast tam, gdzie dotyczy to
emocji, ważną rolę odgrywają podstawy biologiczne, co
nie zmienia faktu, że kontakty z ludźmi mogą
kształtować i zmieniać zachowania emocjonalne.
W dalszych rozważaniach Schaffer50 skupia się nad
poszczególnymi czynnikami, mającymi wpływ na rozwój
zachowań społecznych. Wszędzie na pierwszy plan wysuwa
rolę rodziny: rodziców, zwłaszcza matki oraz
rodzeństwa. Rozważając rolę przedszkola w tym zakresie
zauważa, że nie stymuluje ono ciekawości dzieci tak
bardzo jak dom, który dostarcza informacji na temat
świata społecznego w sposób o wiele skuteczniejszy.
Właśnie w domu dziecko nabywa wiedzę o interakcjach
zarówno z dorosłymi, jak i z dziećmi. Uczy się podczas
wspólnie wykonywanych czynności domowych, np.
sprzątania, gotowania itd. oraz podczas rozmów z
rodzicami, gdzie częściej niż w przedszkolu zadaje
pytania „dlaczego” i częściej otrzymuje na nie
wyczerpujące odpowiedzi. Relacje te zabarwione są
emocjonalnie, więc i proces uczenia się jest
skuteczniejszy. Zabawy z rodzeństwem uczą „reguł
społecznych, dotyczących takich kwestii, jak własność,
uczciwość, dzielenie się czy naprzemienne podejmowanie
ról”51. Także proces
rozwoju empatii i altruizmu najskuteczniej przebiega na
łonie rodziny. Wyniki badań dowiodły, że największym
altruizmem cechują się dzieci, na które jest nałożonych
najwięcej obowiązków, głównie w zakresie opieki nad
młodszym rodzeństwem. Także w zakresie rozwoju agresji,
gdzie niebagatelnym jej źródłem są wrodzone
predyspozycje, znaczącą rolę stymulującą odgrywają
mądrzy, ciepli, a jednocześnie konsekwentni rodzice.
Jako finalny etap rozwoju społecznego Schaffer opisuje
rozwój moralności i sumienia. Tutaj znowu podkreślona
jest nadrzędna funkcja rodziny jako wzorca
postępowania, a największe znaczenie ma rodzaj
dyscyplinowania dzieci, który stosują rodzice:
wycofywanie miłości, przejawianie siły lub indukcja.
Właśnie indukcja stanowi najwłaściwszy sposób, gdyż
opierając się na rozmowach, wyjaśniających dane
postępowanie ze wskazaniem na uczucia i emocje innych,
„prowadzi do zinternalizowania przez dziecko standardów
moralnych”52.
Nigdzie Schaffer nie stwierdza, że dla rozwoju
społecznego dziecka niezbędne jest przebywanie z
rówieśnikami w zinstytucjonalizowanym społeczeństwie.
Wszędzie tam, gdzie mówi o potrzebie takich kontaktów,
wskazuje na członków najbliższej rodziny lub
nielicznych przyjaciół, a nie na dużą grupę dzieci.
Ponadto, opierając się na wynikach badań, mówi:
„Osobami, z którymi dziecko jest w najściślejszym
kontakcie, są członkowie najbliższej rodziny”.
Natomiast odnośnie rozwoju społecznego dzieci w wieku
wczesnoszkolnym, autor opisuje ten rozwój wyłącznie pod
kątem przebywania dzieci w szkole, nie odnosząc się do
rozwoju dzieci uczonych w domu, ale nieizolowanych od
rówieśników lub posiadających rodzeństwo w zbliżonym
wieku53.
Zaraz po przedstawieniu ogólnych zarysów rozwoju
społecznego dzieci w szkole, Schaffer skupia się nad
takimi kwestiami, jak popularność dzieci w grupie
rówieśniczej. Na ile podział dzieci na popularne,
odrzucone czy ignorowane jest właściwy lub nie dla
rozwoju społecznego dziecka, autor odpowiada dosyć
szeroko w dalszych rozdziałach. Krótko można to ująć
tak, że jedynie dzieci popularne są w stanie rozwinąć
szeroki wachlarz cech, które są charakterystyczne dla
inteligencji społecznej. Niestety, popularnych jest
zdecydowana mniejszość. Większość pozostałych dzieci,
szczególnie tych odrzuconych, będzie potrzebowała w
przyszłości jakiejś terapii, gdyż ich zachowanie będzie
mniej lub bardziej aspołeczne.
Dzieci odrzucone bądź ignorowane Holt nazywa
przegranymi. Uzasadnia to tym, że strach przed ocenami
i sprawdzianami hamuje w dzieciach proces uczenia się.
Holt pisze, że nawet „bystre” dzieci, gdy tracą pewność
siebie na skutek odczuwanego strachu, „bronią się przed
groźbą i wstydem porażki w jedyny sposób, jaki znają –
celowo poddając się”. Dzieci słabsze robią to znacznie
wcześniej, a ich poddanie się ma charakter
trwalszy54.
Ale nie tylko strach jest przyczyną niepowodzeń i
odrzucenia. Na ten temat szeroko pisze wielu pedagogów
i psychologów. Sięgnijmy po jedną z ich pozycji.
Autorzy podręcznika „Rozwój psychiczny dziecka” podają
wyniki badań Instytutu Gesella, które wskazują, „że nie
więcej niż jedna trzecia dzieci na każdym poziomie
klasowym jest w pełni zdolna sprostać wymaganiom
stawianym przez ten poziom”55. Przyczyną jest
rozpoczynanie nauki w szkole na podstawie jednego
kryterium: wieku biologicznego dziecka. A dziecko, jak
wykazały te same badania, powinno rozpocząć naukę w
pierwszej klasie odpowiednio: dziewczynki po ukończeniu
7 roku życia, chłopcy – pół roku póÀ?niej,
ponieważ „jeżeli dziecko znajdzie się w pierwszej
klasie dopiero wtedy, kiedy osiągnie odpowiedni stopień
rozwoju, to istnieją doskonałe widoki na powodzenie w
całej karierze szkolnej”.
Niepowodzenia w szkole mają ścisły związek z obrazem
samego siebie. A wiadomo, że rozwój społeczny jest
związany nie tylko z najwyższym stadium procesów,
wpływających na jego formowanie, czyli
emocjonalno-uczuciowych, ale też z obrazem osoby, którą
pragnie się być. Ten obraz nazywany jest Ja idealnym.
Jeżeli między wyobrażeniem człowieka o sobie samym a
tym, kim chciałoby się być „istnieje wielka różnica,
jest wysoce prawdopodobne, że zacznie on odczuwać lęk i
stanie się nadwrażliwy”56, a poczucie własnej wartości
będzie niskie. Za to w sytuacji, kiedy „rozbieżność
między idealnym a spostrzeganym „ja” jest niewielka,
osoba doświadcza poczucia własnej wartości”57. Niepowodzenia w szkole są
przyczyną dużych rozbieżności między Ja idealnym a Ja
rzeczywistym, dlatego stają się przyczyną niskiego
poczucia własnej wartości, a co za tym idzie –
zaburzają rozwój społeczny dziecka.
Z powyższych analiz nie wynika, że dzieci uczone w domu
są lepiej lub słabiej uspołecznione od tych, które
uczęszczają do szkoły. Zajmijmy się więc badaniami,
których w USA i w Anglii, gdzie współczesna odmiana
edukacji domowej ma najdłuższą historię, przeprowadzono
już wiele.
J.W.Taylor przebadał porównywalną grupę dzieci uczących
się w szkole i w domu. Badania wykazały, że dzieci
uczone w domu uzyskują wyniki o 47% wyższe w ogólnym
pozytywnym obrazie siebie niż ich rówieśnicy uczący się
w szkole. Na ten obraz składały się następujące skale:
akceptacja własnego wyglądu, status intelektualny,
wolność od lęku, poczucie zadowolenia życiowego,
przystosowanie społeczne oraz popularność wśród
rówieśników. S.W.Kelly jako podsumowanie swoich badań
wśród podobnej grupy dzieci wskazał, że dzieci edukacji
domowej cechuje niski poziom lęku, niezależność od
rówieśników, wysokie poczucie własnej wartości oraz
wysoka odpowiedzialność społeczna. Inni badacze
zauważyli, że dzieci uczone w domu są znacznie mniej
agresywne, mniej hałaśliwe i nastawione znacznie mniej
rywalizacyjnie od dzieci uczących się w szkole,
poczytują siebie za dobrych uczniów, a ich skala
szacunku do siebie samego jest wyższa od normy.
T.Smedly, badając uspołecznienie dzieci uczących się w
domu, stwierdził, że w porównaniu z równolegle badanymi
uczniami szkół publicznych są one znacznie bardziej
uspołecznione i społecznie dojrzalsze. Szerokie
spektrum badań zostało podsumowane przez M.Budajczaka
następująco: „Dzieciom edukacji domowej można
przypisywać takie cechy, jak: kulturalne maniery, duże
umiejętności w zakresie wchodzenia w relacje społeczne,
ich rozwijania i podtrzymywania oraz rozwinięte
kompetencje komunikacyjne”58.
Można więc uznać, że poważne zagrożenie zaburzeniem
rozwoju socjalizacji dzieci uczonych w domu, w świetle
badań staje się sukcesem. Duży wpływ na to ma fakt, że
najczęściej rodziny edukacji domowej są wielodzietne,
więc proces socjalizacji odbywa się we własnym domu.
Ponadto dzieci te nie są izolowane. „Z badań B.Raya
wynika, że amerykańskie dzieci uczące się w domu
spędzają średnio prawie 11 godzin tygodniowo z innymi
dziećmi (z wyłączeniem rodzeństwa) oraz przeszło 9,5
godziny z dorosłymi spoza rodziny”. Według V. D.
Tillmann 98% amerykańskich dzieci edukacji domowej
regularnie uczęszcza na różnorakie zajęcia dodatkowe, a
w różnego rodzaju formy wolontariatu włącza się 30%
tych dzieci59.
Do niewątpliwych sukcesów edukacji domowej należą
wyniki, które dzieci uzyskują z różnego rodzaju testów
i egzaminów. Są to wyniki znacznie przewyższające
średnią krajową w USA w takich zakresach, jak czytanie,
język, matematyka, nauki przyrodnicze, praca ze słuchu,
nauki społeczne. We wszystkich tych i innych
specjalnościach dzieci edukacji domowej uzyskiwały o
30-37 punktów percentylowych60 więcej, niż ich rówieśnicy
ze szkół61. Dr Moody
uważa, że wie, dlaczego tak się dzieje. Mówi on:
„Psychologowie dziecięcy wykazują, że dzieci radzą
sobie bardzo dobrze, kiedy mogą działać wspólnie z
jedną osobą bądź pracować w niewielkiej grupie złożonej
z dwóch do czterech osób. Kiedy jednak spotykają się z
grupą o liczebności klasy szkolnej po to, by
uczestniczyć w typowych dla szkoły zajęciach, stają się
spięte i zestresowane”62.
Na zakończenie rozważań na temat socjalizacji dzieci
oddajmy głos dr Moor’owi, który zarzucając kłamstwo
twierdzeniu, że dzieci powinny być jak najwcześniej
socjalizowane, jako argument podaje wyniki pewnych
badań. Pisze on, że „dr Harold McCurdy z Uniwersytetu
Północnej Karoliny przeanalizował dzieciństwo 20
wybranych geniuszy i wyodrębnił trzy czynniki wspólne
dla wszystkich analizowanych wybitnych postaci
historycznych. Na tej krótkiej liście znalazły się
następujące czynniki:
(1)wysoki poziom uwagi skupianej na dziecku przez
rodziców i innych dorosłych, wyrażanej w intensywnym
kształceniu i, zazwyczaj, ogromnej miłości;
(2)izolacja od innych dzieci, zwłaszcza spoza rodziny;
(3)wybujała fantazja, jako reakcja na dwa wspomniane
wcześniej czynniki.
Dr McCurdy zamknął swoje rozważania wnioskiem, że nasz
system edukacyjny w postaci znanej nam obecnie powoduje
„redukcję wszystkich trzech wspomnianych wyżej wartości
do minimum” i raczej ogranicza niż wspiera wybitne
jednostki”63. McCurdy
twierdzi też, że dzieciom należy ograniczać, a nie
poszerzać kontakty z rówieśnikami, jeżeli chce się
przygotować dziecko do wybitnych osiągnięć, o ile
będzie ono miało takie predyspozycje64 . Dr Moor daje jeszcze
jedną, konkretną radę: „Jeśli chcesz mieć naprawdę
społeczne, zrównoważone dziecko, ofiaruj mu ciepły,
spójny i odpowiadający na jego potrzeby dom do momentu,
aż osiągnie 8 czy 10 rok życia, o ile tylko jest to
możliwe. Nie przejmuj się modnymi metodami kształcenia
i wychowywania, po prostu bądź przy swoich dzieciach
ograniczając do minimum wpływy z zewnątrz. To może
wydawać się staromodne, ale czy nie jest takie również
złoto?”65.
Jedynymi realnymi zagrożeniami edukacji domowej, o
których mówią zarówno rodzice, jak i ich dorosłe już
dzisiaj dzieci (np. w USA), to:
- tzw. „wypalenie” rodzica-nauczyciela w sytuacji,
kiedy jedyną motywacją zabrania dziecka ze szkoły była
ucieczka przed opresją szkolną bez jasno wyznaczonego
celu i determinacji w jego realizacji;
- zniechęcenie na skutek krytyki ze strony środowiska,
a szczególnie przeszkód stawianych przez szkoły, np. w
zakresie egzaminów;
- duża liczba obowiązków rodzica uczącego dzieci, do
czego dochodzą niejednokrotnie problemy finansowe
(jedna pensja), trudności z dyscypliną, z materiałem
dydaktycznym lub ścisłe trzymanie się podręczników
szkolnych.
Jak pokazują statystyki, tylko niewielki procent dzieci
edukacji domowej wraca do szkoły po krótkim okresie
nauczania w domu. Dzieje się tak, gdyż w przeważającej
większości na samodzielne uczenie swoich dzieci
decydują się rodzice, dla których kwestia wychowania
jest nadrzędna. Przekonanie o słuszności podjętej
decyzji i determinacja w realizacji celów są w stanie
pokonać wszystkie przeszkody66.
Joanna Strzelecka
Przypisy:
48 Za: http://pl.wikipedia.org/wiki/Inteligencja_społeczna.
49 http://www.richardstephenson.net/dontgotoschool.htm;
tłum: http://www.edukacjadomowa.piasta.pl/moore.html.
50 H.R.Schaffer, Rozwój społeczny,
dzieciństwo i młodość, Kraków 2006, ss.
259nn.
51 H.R.Schaffer, Rozwój społeczny,
dzieciństwo i młodość, Kraków 2006,
s.294-297.
52 H.R.Schaffer, Rozwój społeczny,
dzieciństwo i młodość, Kraków 2006, s.344.
53 H.R.Schaffer, Rozwój społeczny,
dzieciństwo i młodość, Kraków 2006,
s.352-359.
54 J.Holt, Zamiast edukacji. Warunki do
uczenia się przez działanie, Kraków 2007, s.
192-195.
55 F.I.Ilg, L.B.Ames, S.M.Baker, Rozwój
psychiczny dziecka od 0 do 10 lat. Poradnik dla
rodziców, psychologów i lekarzy, Gdańsk 2007,
s.249.
56 M.Herbert, Rozwój społeczny ucznia.
Poznanie potrzeb i problemów dzieci w okresie
dorastania, Gdańsk 2008, s.16.
57 F.I.Ilg, L.B.Ames, S.M.Baker, Rozwój
psychiczny dziecka od 0 do 10 lat. Poradnik dla
rodziców, psychologów i lekarzy, Gdańsk 2007, s.
181.
58 M.Budajczak, Edukacja domowa, Gdańsk
2004, s. 61-65.
59 M.Budajczak, Edukacja domowa, Gdańsk
2004, s.56-57.
60 Percentyl – miara statystyczna
przyjmowana przez amerykańskich badaczy, gdzie średnią
krajową zawsze jest 50 percentyli.
61 M.Budajczak, Edukacja domowa, Gdańsk
2004, ss.69-72.
62 http://www.richardstephenson.net/dontgotoschool.htm;
tłum: http://www.edukacjadomowa.piasta.pl/moore.html.
63 http://www.richardstephenson.net/dontgotoschool.htm;
tłum: http://www.edukacjadomowa.piasta.pl/moore.html.
64 Za: M.Budajczak, Edukacja domowa,
Gdańsk 2004, s.58.
65 http://www.richardstephenson.net/dontgotoschool.htm;
tłum: http://www.edukacjadomowa.piasta.pl/moore.html.
66 M.Budajczak, Edukacja domowa, Gdańsk
2004, s. 65.
|
|
|